Polowanie na Kosogona
Malapascua
Ciemno, gorąco, wilgoć, że aż dech zapiera. Chmury wiszą nisko, a z nieba leje się rzęsisty deszcz, który w zetknięciu z rozgrzanym asfaltem zamienia się w „żrącą” parę – scena jak z filmu z gatunku cyberpunk. Pierwszy kontakt z Filipinami to parowar na Cebu , gdzie zmuszeni jesteśmy przeczekać tajfun. Na szczęście to tylko stacja tranzytowa. Jeden dzień wyrwany z kalendarza. Dobrze, że harmonogram naszej wyprawy jest dość elastyczny, a karnawał Chaosu kończy się nad ranem. Płyniemy na Malapaskę! Mały okruch raju na Morzu Vizajskim…
Nieskazitelnie biały piasek, turkusowe morze i palmy… Gdy „Talisin”, duża banca z miejscowego centrum nurkowego, przybija do brzegu rajskiej wyspy nie możemy uwierzyć własnym oczom i w ten sposób większość z nas ją odbiera – RAJ… Nie mogąc doczekać się nurkowań, chwytamy za ABC by jak najszybciej zakosztować wspaniałości miejscowego życia. Uderzają nas w oczy dziesiątki rozgwiazd Proteraster nodosus, mieniących się odcieniami pomarańczy, czerwieni i brązów z garniturem różnorako ułożonych kolców, biało-czerwone Fromia monilis, niebieskie Linckia laevigata – zdecydowanie największe i pękate Choriaster granulatus, dorastające również do dość sporych rozmiarów. A to dopiero pierwsza wyspa na zaplanowanej przez nas trasie…











Nurkowy rekonesans po Filipinach rozpoczynamy od rafy Monad Shoal – ofiary połowów z użyciem materiałów wybuchowych. Chociaż połowów tych zakazano już dawno, po dziś dzień jest to prawie martwy kawałek skały. Prawie czyni jednak różnicę - świeżo zadomowione rybki wykorzystały bowiem koniunkturę otwierając sieć słynnych na całe Vizaje stacji sanitarnych. W efekcie na Monad Shoal podziwiać możemy pielgrzymki gatunków pelagicznych, w tym niezwykle trudne do napotkania gdzie indziej Kosogony. Wierzch tej podwodnej skały położony jest na głębokości 20m, duże ryby wychodzą z toni wzdłuż ściany by na jej szczycie skorzystać z usług miejscowej służby zdrowia.
Zalegamy tyralierą na martwej rafie, cierpliwie wpatrując się w toń. Nie musimy czekać zbyt długo, wkrótce z głębi błękitu wyłania się charakterystyczne srebrne wrzeciono. Dopisuje nam szczęście, bowiem już w pierwszy dzień i na pierwszym nurkowaniu trafiamy na Kosogona! Alopias pelagicus czyli Pelagic thresher shark czyni nam zaszczyt zawracając nad naszymi głowami, tuż przed kamerą. To dobrze wróży całej naszej wyprawie! Wkrótce rekin powraca w większym towarzystwie. Wyglądają wspaniale, a ich ogony zamieniają się w drżące sinusoidy, gdy wykonują nagły zwrot - praktycznie w miejscu. Prawie słyszę dźwięk giętkiej i ostrej metalowej taśmy. Przypominają pejcze i działają jak one.
Później płyniemy na Gato Island. Wyspie, podobnie jak Malapasce, nazwę nadał Magellan, przepływający tędy, w imieniu króla Hiszpanii, w drodze na dyplomatyczny obiad w Cebu. Obiad, na którym wielki odkrywca uczynił się daniem głównym. Ferdynand Magellan jest dla archipelagu bardzo ważną postacią, dzięki niemu Filipiny to jedyne chrześcijańskie państwo w tej części świata. Poniósł waleczną śmierć, masakrując z broni palnej, wraz z 49-ma żołnierzami, setki uzbrojonych w miecze kampilan i włócznie wojowników, jednak to jego pogromca datu Lapu-Lapu jest dziś uznawany za narodowego bohatera. Jatkę, która miała miejsce 27-go kwietnia 1521 r. nazwano Bitwą o Mactan. Zaprawiony w podobnych bojach Magellan dał sobie narzucić miejsce starcia, gdzie do zneutralizowania tubylców nie mógł wykorzystać dział okrętowych. Trzeba przyznać, że jego oddział przez kilkadziesiąt minut dzielnie odstrzeliwał atakujący tłum, jednak gdy wielki odkrywca spróbował przełamać impas podpalając tubylcom domy, wzbudził w półnagich wojownikach furię tak wielką, że bitwa zakończyła się w okamgnieniu. Magellan został trafiony strzałą, a następnie skłuty włóczniami i rozsiekany mieczami. Zwycięscy Visaye odmówili wydania ciała…
Skaczemy do wody z pokładu banki - pająkowatej łodzi z bambusowymi pływakami. Przewodnik Tong, znany jako Jack Sparrow, pokazuje nam kilka grot, w których śpią z otwartymi oczami Triaenodon obesus - białopłetwe rekiny rafowe. Natrafiamy na barwną iglicznię Doryrhampus dactyliophorus z czerwonym ogonkiem i kontynuujemy wzdłuż ściany mijając masę rozgwiazd, anemonów i korali miękkich. Na drugim nurkowaniu przepływamy drenującą Gatos na wylot kawernę i podziwiamy ściankę z drugiej strony wyspy. Udaje mi się znaleźć olbrzymią rozgwiazdę Proteraster, która na tej głębokości tonie w odcieniach błękitu, natrafiamy też na wspaniale mieniące się barwami mątwy Sepia pharaonis.
Po skończonych nurkowaniach Sparrow zabiera nas na przejażdżkę motorami po interiorze Malapaski, prezentując kontrast pomiędzy światem turystów, a prawdziwym życiem miejscowych. Filipiny to okrutnie biedny kraj, ale ludzie są tu szczęśliwi.
Przed świtem wypływamy na Kimud Shoal – kolejną ważną placówkę w podwodnej sieci sanitarnej. Do miejsca spotkań z rekinami czeka długa droga przez toń, gdzie łatwo o vertigo. Tym razem dane nam jest podziwiać pięć tropikalnych głowomłotów, hammerheady nie podpływają jednak zbyt blisko. Wracamy na Monad Shoal i dostajemy od morza prezent w postaci gigantycznej manty. Potężne stworzenie kilkakrotnie zawraca tuż obok nas, dostojnie poruszając skrzydłami.
Koniec zwiadu na Malapasce – wypadł bardzo pomyślnie zarówno dla nas jak i dla samej wyspy.
Obiecujemy sobie jeszcze tu powrócić. Pozostał wieczór na plaży pod palmami w towarzystwie urokliwych miejscowych dziewcząt i buko - soku ze świeżych kokosów.



























